Plan naprawczy

drabinaSporo obowiązków było dziś na mojej głowie. Przede wszystkim w pracy. Od tygodnia przygotowywałam się do ważnego spotkania z klientami i projektem naprawczym w ich firmie. Miałam na nim przedstawić coś w rodzaju planu naprawczego. Wiedziałam, co chce zmienić, ale gdy przyszło do robienia prezentacji, jakoś uciekła mi wena. Bardziej martwiłam się o nasz domowy remont. Mąż samodzielnie wziął się za sufity podwieszane. Nie byłam pewna czy poradzi sobie z tym zadaniem, ale uparł się, że chce to zrobić sam. W tym hałasie tym gorzej było mi się skupić i stworzyć coś sensownego. Mój mąż nie lubi, jak mu się patrzy na ręce i przeszkadza. Postanowiłam zatem wziąć komputer ze sobą, kilka najważniejszych rzeczy i wyjechałam na weekend do domku na wieś. To niedaleko od nas, a można tu liczyć na ciszę i spokój. Wena od razu wróciła i uporałam się z prezentacją znacznie szybciej niż myślałam. Do tego nawet pospacerowałam trochę po okolicy, cieszą się piękną pogodą. Kupiłam pamiątki dla najbliższych i wieczorem, w niedzielę powróciłam do domu.